Konsylium24

Dlaczego Królik (lekarz rodzinny) się zamknął? Część pierwsza.

Dlaczego Królik się zamknął? Ponieważ sprawa protestu pomiędzy lekarzami rodzinnymi z Porozumienia Zielonogórskiego a Rządzącymi jest niezrozumiała dla Pacjentów postanowiłem sprawę wytłumaczyć za pomocą bajki. Za namową Asi Dobosz wrzucam ją także i tutaj. W stumilowym lesie mieszkał sobie Królik (lekarz rodzinny), który miał duży ogród (przychodnia). Królik miał wiele wad, ale miał też zalety, bo można było do niego przyjść i poprosić go o warzywa i owoce z ogrodu albo o miód - całkiem dobrej jakości. Mieszkańcy stumilowego lasu chętnie odwiedzali królika, spośród nich stałymi bywalcami byli: - Kubuś (zwykły Pacjent - regularnie przychodził po leki na nadciśnienie i raz w roku robił badania), - Tygrysek (szybki Pacjent - odwiedzał Królika 2-3 razy w roku jedynie gdy złapał infekcję i potrzebował zwolnienie do pracy -to Królik musiał namawiać go na zrobienie badań - Tygrysek nie miał na to ani czasu ani ochoty) - Kłapouchy (starszy, schorowany Pacjent obciążony cukrzycą, nadciśnieniem, po zawale, z bólami kręgosłupa, w trakcie diagnostyki raka jelita grubego - Króli zlecał mu tyle badań co dziesięciu Kubusiom) - oraz Kangurzyca (matka z dzieckiem - odwiedzająca Królika co 2 tygodnie, bo dziecko chodzi do przedszkola i co rusz łapie infekcje). Ponadto Królik miał na terenie stumilowego lasu jeszcze około 2750 innych klientów, którzy odwiedzali go z różną częstotliwością. Królik przyjmował dziennie około 50-60 interesantów, co wypełniało całkowicie jego dzień pracy od 8 do 18. Królik był sam i nie był w stanie obsłużyć większej ilości klientów. Nikt poza Królikiem nie umiał hodować warzyw w lesie. Mieszkańcy stumilowego lasu dobrze znali Królika i wiedzieli, że ma on w swojej ofercie spory wybór warzyw i owoców, ale wszystkiego się u niego nie dostanie. Po oliwki trzeba było chodzić do Smerfetki (dermatolog) zaś po borówki do Pana Sowy (o
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Komentarze (30)