co ja robię nie tak?
8 kwietnia 2018, 05:2026
Wiadomo od dawna iż nie jestem ekspertem inteligencji emocjonalnej, komunikacyjnej, werbalnej, dobra: nie jestem ekspertem inteligencji jakiejkolwiek, bo nie miałem specjalnie z inteligencją własną do czynienia w moim już nie tak krótkim życiu.
Ale i tak się zastanawiam.
Przypadek 1.
Izba Przyjęć. Mężczyzna 65 letni po alloplastyce stawu kolanowego 4 miesiące temu, ortopeda zleca na wizycie rutynowe badania, pacjent bezobjawowy poza obrzękiem podudzia prawego raczej "niepooperacyjnym", D-dimery 2400 (N<500).
Skierowany z podejrzeniem ZP. Bez objawów klinicznych. W ekg RZ RBBB (jednak...)
Podudzie - klinicznie zakrzepica. W warunkach naszego powiatowej rangi lazaretu (tyle że leżącego w Krakowie, a Kraków to co? powiat przecież), wykonujemy dyżurowo TK w algorytmie ZP i jednak bingo-zlokalizowane bo zlokalizowane ale zmiany zatorowe w tt. płuca prawego. Pacjent nie zgadza się na hospitalizację, przyjdzie jutro (!).
- czemu pan się nie zgadza?
- nie jestem przygotowany.
- proszę pana, istotą chorowania, wypadków, stanów nagłych, pogorszeń jest to że występują losowo i nie jesteśmy przygotowani (stąd np. mój nieustanny ponury zachwyt epicko absurdalnym zaleceniem związanym z podaniem dawki szczepienia p/tężcowi w chwilach urazu- "szczepić (m.in)jeśli nie ma dokumentacji szczepień". Skąd, kur.wa, oczekiwanie, że robotnik budowlany będzie miał dokładnie w dniu urazu- dokumentację szczepień w kieszeni ferszalunku? Medycyna mnie wykańcza, rzeczywistość mnie wykańcza....)
No dobra. Przemodyfikowałem przygotowane dokumenty do przyjęcia na dokumenty do wypisu.
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
