Wścieklizna
To jest post kliniczny. Proszę o nie przenoszenie go do zwierzyńca lekarskiego.
Tydzień temu we wtorek córka zwróciła uwagę, że jej ulubiony kot Jerry dziwnie się zachowuje, nie ma apetytu, nie daje się głaskać, wygląda na obolałego. Miała taką fantazję, że może ktoś go kopnął, bo dotyk wyraźnie sprawiał mu ból. W środę kota nie widziałam. W czwartek rano pokazał się w kuchni ciężko chory. Ledwie powłóczył łapami. Zamierzałam z nim pojechać do weterynarza, ale gdzieś zniknął. Cały dzień go szukaliśmy. Jeszcze w nocy wybrałam się na obchód okolicy, bo może gdzieś ten mój biedny kot dogorywa. Gdy po północy wróciłam do domu, spotkała mnie niespodzianka - Jerry wypełzł spod łóżka. Podejrzewam, że spędził tam całą środę i czwartek. W piątek rano wyciągnęłam go spod łóżka, żeby zawieść go do weterynarza. Był baaardzo osłabiony, ale w momencie, kiedy chciałam włożyć go do auta, okropnie się wystraszył i próbował uciec. Starałam się go przytrzymać, więc mnie pogryzł. Wbił mi kły w kłębik małego palca, tak że krew tryskała na kilka centymetrów. Oczywiście natychmiast zrobił mi się stan zapalny, już wieczorem musiałam wziąć antybiotyk. Obecnie rana jest prawie zagojona, a ja czuję się dobrze (a nawet świetnie:). Nie to jest problemem. Kot zwiał i nie pokazywał się przez kilka dni. Wrócił przedwczoraj do domu i ukrywa się pod łóżkiem. Wygląda na zdrowszego, jak wychodzi spod łóżka rusza się żwawo. Ale chyba ogłuchł, bo nie przybiega jak zwykle na dźwięk otwieranej lodówki:) Nie reaguje nawet na kici kici, kiedy karmię koty, z zawsze był pierwszy. Ponieważ zależy mi na jego życiu, daję mu mięso pod łóżko i wychodzę z pokoju, żeby spokojnie zjadł. Staram się upilnować go w domu, bo jak znów przepadnie i nie wróci, to będę miała kłopot. Na studiach uczono mnie, że sprawcę pogryzienia należy obserwować przez 10 dni, a jeśli padnie, zbadać mu mózg w kierunku wścieklizny.
Udałam się do lokalnego weterynarza, żeby zapytać, czy w okolicy jest wścieklizna, jak się zachowuje chory na nią kot i co mam w tej sytuacji zrobić. Pani weterynarz sprawiała wrażenie kompletnie niekompetentnej, nie umiała mi nic konkretnego doradzić. Nie wiedziała nawet, jak długo kot powinien być pod obserwacją. Twierdziła, że do 3 tygodni (?). Kazała przywieźć Jerrego do badania. Nie dała mi żadnych środków usypiających, bo podobno dla kotów takich nie ma. Ja nie bardzo wiem, jak bym miała tego dzikusa złapać. Boję się, że pogryzie znowu mnie, albo innego członka rodziny. A jeśli ma wściekliznę? Może dałabym radę go złapać w puchowej kurtce, rękawicach narciarskich i goglach (już tak łapałam dzikie koty do sterylizacji, szczepienia, odpchlenia), ale obawiam się, że pani weterynarz nie będzie w stanie go zbadać, a kot zwieje. Poza tym nie chciałabym, żeby miał jeszcze większą traumę. Może on jest już zdrowy, a tylko straumatyzowany?
Przy okazji sprawdziłam, że koty nie są szczepione na wściekliznę od ponad 2 lat (nadmiar spraw na głowie), a powinny co roku, bo szczepionka chroni krótko :(
Moje pytania:
Czy ktoś z Was wie, jak wygląda wścieklizna u kota? (mój chyba jest głuchy, a na pewno ma zaburzenia psychiczne)
Jak długo powinien być pod obserwacją?
Jak wygląda szczepienie przeciwko wściekliźnie człowieka, który został ogryziony przez podejrzane zwierzę? Chodzi mi o tak zwaną "serię bolesnych zastrzyków w brzuch" :(((
Nie wiem, co mam zrobić.
"Wściekła" Agnieszka
Access to the content of the website only for logged in doctors