Czy i kiedy śmierć pupila przestaje boleć :( ?
Około miesiąca temu, po prawie 14 wspaniałych latach, odeszła moja ukochana suczka husky. Ostatnie dni jej życia (kiedy to nagle zachorowała tak bardzo "poważnie" ) przepłakałam leżąc przy niej. W ciągu swojego (jednak długiego) życia kilkukrotnie miała poważne problemy ze zdrowiem, a jednak udawało jej się z tego wygrzebać. Prawie do końca była żywotna i sprawna fizycznie, nikt nie chciał wierzyć, że to taki stary pies :) Łudziłam się,że będzie z tych długowiecznych psów, co to żyją po 20 lat, przecież zawsze jakoś się wymykała śmierci. Miała prawdopodobnie nowotwór wątroby,"posypała" się w tydzień. Byłam z nią tak zżyta, że swoją miłość do niej porównałabym do tej, jaką matka darzy dziecko ( no może podobnej ;) ) . Spędziłam z nią połowę swojego życia ( a tak naprawdę całe dorosłe życie - przeszła ze mną całe liceum, studia, staż i studia doktoranckie - zawsze czuwała przy mnie, kiedy się uczyłam po nocach) i nagle nie umiem się odnaleźć w rzeczywistości , w której nie ma mojej najwierniejszej przyjaciółki. Nie pozwoliłam mężowi wyrzucić jej smyczy - dalej wisi na swoim haczyku w przedpokoju, legowisko dalej zajmuje miejsce w naszym dużym pokoju. Często łapię się na tym, ze w supermarkecie chcę jej kupić smakołyki i wtedy dociera do mnie, że już przecież odeszła. Czasami wracam do domu i wyczekuję stukotu łapek i merdającego ogona na powitanie. A po chwili dociera do mnie, że nikt nie czeka aż wrócę, bo już jej nie ma. Siła przyzwyczajenia jest okrutna... Jeszcze zdarza mi się oglądać jej zdjęcia i chlipać w samotności.
Myślałam, że może nowy piesek pozwoliłby mi skierować całą swoją miłość na siebie, ale mój mąż nie chce się na to zgodzić, twierdzi, że będziemy mogli wziąć ze schronu bezdomnego psa, kiedy przeprowadzimy się do domu ( aktualnie mieszkamy w mieszkaniu) , gdzie pies miałby ogród. Ja nie wytrzymam tak długo bez psa (bo na taką przeprowadzkę może nas będzie stać za kilka lat), jest mi zwyczajnie smutno i cały czas oglądam na forach bezdomne psy do adopcji. Nie wiem, czy tylko ja tak "szaleję" po stracie ukochanego pupila, ale chociaż wiem,że muszę przejść przez okres żałoby, to jednak naprawdę potrzebuję wypełnić tę pustkę po mojej ukochanej suni, bo od zawsze był ze mną pies. Mój mąż (także miłośnik psów, co lepsze) twierdzi ,że to kiepski pomysł z uwagi na brak ogrodu, a poza tym przy kolejnej stracie nie chciałby,żebym znowu tak rozpaczała.
Sama już nie wiem, jak sobie poradzić ze stratą swojego "psiego dziecka". Czas (na razie) kiepsko leczy moje rany.
Access to the content of the website only for logged in doctors