Nie lubię poniedziałków czyli poniedziałek na sorze.
Wreszcie się złamałem i narzekam na SOR. Każdego poniedziałku, najczęściej o godz. 18:00 ale często już wczesnym popołudniem, zaś nigdy przed południem, zaczyna się najazd Pacjentów na SOR, w którym pracuję. Przekracza jakiekolwiek możliwości opanowania tego tłumu, który wczoraj/dzisiaj rozgoniliśmy dopiero ok. 3.30 rano(pracowałem na "zielono żółtej" - u mnie ani jednej konsultacji specjalistycznej, ani jednego przyjęcia do szpitala!!!). żadnej satysfakcji, gonienie własnego ogona z poczuciem bezsensu, nierozwiązania problemu, założenie, że Pacjent raczej nie umrze 100 m za drzwiami szpitala i tyle. Kolega, który miał "tył" czyli czerwonych, był zadowolony z tego, że zostawił tylko 3 na wtorek rano ale się urobił bo karetki mu ciągle woziły i Koleżanka też przodowa dała mu ze trójkę.
W pozostałe dni tygodnia jest mniej więcej połowa tego. Dlaczego kulminacja zachorowań nadchodzi w poniedziałki(żeby było zabawnie, kolokwialnie rozumianych "stresowych i poniedziałkowych" - OZW/FA/nadciśnienie/AZA tyle co w każdy inny dzień.
Access to the content of the website only for logged in doctors