Cancerofobia. Chielibyście, żeby były badania na wszystko?
Zainspirował mnie wątek @andzi i odpowiedź @Berta.DS:
"Ale - taki np. tak trzustki? Jaką strategie przesiewu przyjąć?
Założyć, że problem nas nie dotyczy, a w razie wtopy eutanazja."
Ja nie wiem, czy bym chciała. Oczywiście, jako lekarze chyba powinniśmy chcieć, bo to jest postęp medycyny. Po pacjentach też widzę, że część ludzi by się bardzo dobrze w tym odnalazła, lubią się badać jak mało co, w przeciwieństwie do innych elementów profilaktyki. Natomiast ja teraz po przekroczeniu 50, odczuwam coś takiego, że niby powinnam zacząć sobie szukać raka. Zastanawiam się jednak, co zrobię jak znajdę i nie podobają mi się obie opcje. To znaczy mogłabym się poddać jakiemuś drobnemu zabiegowi, gdyby to załatwiło sprawę. Ale nie widzę siebie podejmującej leczenia, które wymaga poważnych zabiegów, hospitalizacji, może radio- czy chemioterapii, sytuacji, że źle się czuję, nie mogę pracować, zmagania z systemem, trudnymi warunkami w palcówkach leczniczych. Nie pracowałabym, więc nie mielibyśmy z czego żyć, mąż się nie rozdwoi. Jak będzie pracował to nie będzie mógł się mną opiekować. A co z dzieckiem? Katastrofa. Oczywiście nie każdy jest w takiej sytuacji, są osoby, które poradzą sobie finansowo i znajdą pomoc wśród rodziny, przyjaciół, przynajmniej tak jest w serialach. I pewnie opłaca się pomęczyć nawet dwa-trzy lata, a potem na przykład jeszcze mieć 5-10 czy więcej lat w miarę normalnego życia. Ale w mojej sytuacji to chyba wolę nie wiedzieć, bo jak bym się dowiedziała, nie nie miałabym siły wstępować na ścieżkę leczenia, a też nie umiałabym już normalnie żyć wiedząc...Wydaje mi się, że mężowi i synowi byłoby łatwiej, że jest tak, jak teraz, dopóki się da, a jak mnie jakiś szlag trafi, to wszystko potrwa krótko, a potem będą sobie sami radzić.
Macie też podobne rozkminy?
Access to the content of the website only for logged in doctors