My, rezydenci...

0

Tak sobie śledzę burzliwe dyskusje między specjalistami a rezydentami, wywołane dość niespodziewanymi i sporymi podwyżkami tych drugich i... czuję, że brakuje czegoś w tych dyskusjach.

Rezydentem jestem od całkiem niedawna, ale już zdążyłem zauważyć sporo patologii, które toczą nasze - rezydenckie środowisko. Staże, na które się chodzi tylko na niby, a "załatwia się pieczątkę". Różne kombinacje, w wyniku których na przykład koleżanka w tym samym czasie jest niby w szpitalu na rezydenturze, ale tak naprawdę robi godziny w prywatnej klinice... Zupełny brak identyfikacji rezydentów z miejscem pracy i pracującym tam zespołem... itd.itp. Duża roszczeniowość (zupełnie jak u młodych pacjentów) rezydentów wobec wszystkich naokoło - specjalistów, ordynatorów, administracji szpitala itd..

Naprawdę

Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.