Do poprawki...
0
Problem kliniczny
Kiedyś przyjechał na spowiedzi wielkanocne starszy ksiądz z innej parafii.Dziewczyny szybko wyczaiły frajera i jedna po drugiej zaczęły podchodzić , żeby wyznać grzechy celem uwolnienia sie od nich. Pierwsza, widocznie intelektualistka, zeznała 'że się poślizgnęła". To nic takiego dziecko, trzeba uważać-nowy ksiądz zawsze przykładał dużą wagę do zaleceń i poprawy, a także BHP. Następna panna też się poślizgnęła, i następna i następna...aż księżulo doznał iluminacji. Dopytał jeszcze kolejną wyślizganą o szczegóły i się nie zawiódł w swoim rozumieniu doczesności.Dziewczyna miała na sumieniu jakaś szamotaninę w krzakach z miejscowym romeo, doprawdy nic wielkiego.
Ale mleczko już się rozlało, więc jak siedział tak wstał i huknał na cały kościów: panny ze ślizgawki , do poprawki!".
Ta przypowieść, czy lepiej anegdotka to z Wańkowicza, Kobylińskiego , już nie pamietam, ale wiem że historia lubi si
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.